Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

N. Frye, Archetypy literatury – czytaj on-line

7 stycznia 2013 Artykuly  Brak komentarzy

N. Frye, Archetypy literatury, przeł. A. Bejska, [w:] Współczesna teoria badań literackich za granicą. Antologia, oprac. H. Markiewicz, t. II, Kraków 1976. 

ARCHETYPY LITERATURY

Każdej usystematyzowanej nauki można uczyć się stopniowo i z doświadczenia wiemy, że nauczanie literatury kojarzy się również z pewną stopniowością. Już nasze pierwsze zdanie nastręczyło nam trudności natury semantycznej: fizyka jest usystematyzowaną nauką o przyrodzie i student zajmujący się tą dziedziną wiedzy powie, że uczy się fizyki, a nie, że uczy się przyrody. Sztuka, podobnie jak i przyroda, jest przedmiotem systematycznego badania i należy ją odróżnić od samego badania, które zwie się krytyką literacką. Dlatego to nie można „uczyć się literatury”, uczymy się w pewien sposób o niej, lecz z kolei to, czego się uczymy, jest krytyką literacką. Sprzeciw, który wyczuwamy w stosunku do wyrażenia „nauczanie literatury”, wynika stąd, że właściwie nie da się tego robić: krytyka literacka — oto wszystko, czego można uczyć bezpośrednio. Jeśli jednak nie oczekujemy od literatury, by zachowywała się jak nauka, nie ma też z pewnością powodu, dla którego krytyka literacka, jako zorganizowany system badawczy, nie miałaby być, przynajmniej częściowo, nauką. Może nie nauką czystą lub ścisłą, lecz określenia te i tak należą do dziewiętnastowiecznej kosmologii, która przestała już być aktualna. Krytyka zajmuje się sztuką i sama może być czymś w rodzaju sztuki, nie wynika stąd jednak, że nie może być usystematyzowana. Jeśli ma być spokrewniona z nauką, nie znaczy to wcale, że musi być pozbawiona wdzięków kultury.

Oczywiście taka krytyka, z jaką spotykamy się w fachowych, czasopismach i monografiach naukowych, posiada wszystkie charakterystyczne znamiona nauki. Naukowo sprawdza się dowody, naukowo posługuje dawniejszymi autorytetami, naukowo bada różne kompleksy zagadnień. To samo dotyczy edycji tekstów. Prozodia ze względu na swą strukturę jest nauką, podobnie jak fonetyka i filologia. A przecież oddając się studiom nad tym rodzajem krytyki naukowej [critical science], student uświadamia sobie pewien ruch odśrodkowy oddalający go od literatury. Stwierdza on, że literatura jest główną dziedziną „humanistyki”, u której boku z jednej strony znajduje się historia, a z drugiej filozofia. Krytyka literacka stanowi jak dotąd jedynie podrozdział literatury. Toteż chcąc systematycznie uporządkować ów przedmiot w swym umyśle, student musi się odwoływać do pojęciowego schematu historyków w zakresie faktów, a do schematu pojęciowego filozofów — w dziedzinie idei. Nawet bardziej centralnie usytuowane działy krytyki naukowej, jak krytyczna edycja tekstów, zdają się należeć do „dalszego planu” przechodzącego w historię lub jakąś inną dziedzinę pozaliteracką. Narzuca się myśl, że pomocnicze dyscypliny krytyczne można ześrodkować wokół jakiegoś ekspansywnego schematu systemowego pojmowania; takiego schematu jeszcze nie ustanowiono, gdyby się „o jednak stało, owe dyscypliny przestałyby być odśrodkowe. Jeśliby taki schemat istniał, stosunek krytyki do sztuki byłby taki. jak filozofii do mądrości, a historii do działania.

Największą część centralnego obszaru krytyki stanowi obecnie: niewątpliwie stanowić będzie zawsze sfera komentarzy. Komentatorzy jednak, wręcz przeciwnie niż badacze, niedostatecznie uświadamiają sobie fakt, że działalność ich mieści się w obrębie pewnej dyscypliny naukowej: wysiłki ich zmierzają głównie — mówiąc słowami hymnu religijnego — do rozjaśnienia miejsca, w którym są. Jeśli będziemy próbowali szerzej ująć przedmiot krytyki, znajdziemy się na grząskim gruncie uogólnień, rozważnych wypowiedzi wartościujących refleksyjnych komentarzy, retorycznych finałów dopisywanych do prac badawczych i tym podobnych konsekwencji przyjęcia szerokiego punktu widzenia. Lecz w tej dziedzinie krytyki jest takie mnóstwo pseudozdań, pięknie brzmiących nonsensów, nie zawierających ani prawdy, ani fałszu, że istnieje ona tylko dzięki temu, iż krytyka podobnie jak przyroda woli obszary leżące odłogiem od pustki.

Określenie „pseudozdanie” może sugerować jakąś postawę pozytywizmu logicznego z mej strony. Nie chciałbym jednak mieszać zdań rzeczywiście posiadających znaczenie ze zdaniami tylko wypowiedzianymi. nie uważałbym również za wskazane gmatwać badania literatury schizofrenicznym podziałem na subiektywnoemoejonalne i obiektywnoopisowe aspekty znaczenia, zważywszy, iż po to. by w ogóle stworzyć jakiekolwiek znaczenie literackie, trzeba o tej dychotomii zapomnieć. Stwierdzam tylko, że krytyce literackiej brak jasno określonych zasad umożliwiających odróżnienie wypowiedzi posiadających znaczenie od wypowiedzi bezsensownych. A zatem naszym pierwszym krokiem będzie wyodrębnienie i wyeliminowanie krytyki literackiej „bezsensownej”, tzn. takiej, która mówi o literaturze w sposób uniemożliwiający zbudowanie jakiejś usystematyzowanej struktury wiedzy. Przypadkowe sądy wartościujące nie należą do krytyki literackiej, lecz do historii smaku i odzwierciedlają w najlepszym razie jedynie naciski socjalne i psychologiczne, dzięki którym zostały wypowiedziane. Wszystkie sądy, w których wartości nie oparto na doświadczeniu literackim, lecz które są z natury emocjonalne lub których podłoże stanowią przesądy religijne lub socjalne, trzeba uważać za przypadkowe. Sądy emocjonalne oparte są zwykle na nie istniejących kategoriach bądź antytezach („Szekspir studiował życie — Milton książki”) albo też źródłem ich jest wewnętrzna reakcja na osobowość autora. Paplanina literacka powodująca wzrost i spadek reputacji poetów na wyimaginowanej giełdzie jest pseudokrytyką. Taki bogaty inwestor, jak Eliot, najpierw uprawiał na rynku literackim dumping w stosunku do Miltona, a teraz znów go wykupuje, Donnę prawdopodobnie osiągnął już najwyższą cenę i jego akcje zaczną powoli tracić na wartości; Tennyson może oczekiwać lekkich fluktuacji, natomiast akcje Shelleya nadal spadają. Na tego rodzaju rzeczy nie może być miejsca w żadnym usystematyzowanym badaniu, gdyż badanie takie zawsze posuwa się naprzód, to zaś wszystko, co oscyluje, waha się, zmiennie reaguje, to tylko salonowe pogawędki.

Spotykamy z kolei grupę poważniejszych krytyków, którzy twierdzą, że w krytyce literackiej wysuwa się na plan pierwszy wpływ literatury na czytelnika, toteż studium literatury należy traktować dośrodkowo, a proces nauczania oprzeć na analizie strukturalnej samego dzieła literackiego. Tekstura każdego wielkiego dzieła sztuki jest skomplikowana i niejasna; przy rozwiązywaniu zawiłych problemów wolno nam uciekać się do pomocy historii i filozofii, o ile przedmiot naszego studium nie przestaje być ośrodkiem naszego zainteresowania. Jeśli tak nie jest. może się zdarzyć, ze pragnąc usilnie pisać o literaturze, zapominamy, jak ją należy czytać.

Jedyną ujemną stroną takiego podejścia jest to, że traktuje sie je przede wszystkim jako antytezę krytyki odśrodkowej lub krytyki „podłoża”. A zatem stawia nas ono wobec nieco nierealnego dylematu, podobnego do konfliktu między wewnętrznymi i zewnętrznymi relacjami w filozofii. Zazwyczaj gdy rozwiązujemy antytezy nie opowiadamy się po jednej stronie, odrzucając stronę przeciwni) i nie dokonujemy eklektycznego wyboru, lecz usiłujemy ominąć antytetyczne ustawienie problemu. To racja, że pierwszym zadaniem krytyki literackiej powinna być analiza językowa czy strukturalna dzieła sztuki. Lecz czysto strukturalne podejście posiada w krytyce literackiej te same ograniczenia co i w biologii. Samo w sobie jest ono pozbawionym ciągłości szeregiem analiz opartych tylko na samym istnieniu struktur literackich. Taka metoda nie wyjaśnia, w jaki sposób struktura owa stała się tym, czym jest, i jakie struktury są jej najbardziej pokrewne. Analiza strukturalna przywraca krytyce literackiej retorykę, nam jednak potrzebna jest także nowa poetyka, usiłując zaś skonstruować nową poetykę z czystej retoryki, trudno uniknąć sytuacji, w której terminy retoryczne nie przerodziłyby się tylko w skomplikowany a jałowy żargon. Sądzę, że krytyka literacka cierpi obecnie przede wszystkim na brak zasady koordynującej, jakiejś centralnej hipotezy, która podobnie jak teoria ewolucji w biologii — rozpatrywałaby wszelkie zjawiska, z którymi ma do czynienia, jako część pewnej całości. Taka zasada, zachowując dośrodkową perspektywę analizy strukturalnej, usiłowałaby jednak również dać tę samą perspektywę innym rodzajom krytyki literackiej .

Pierwszy postulat tej hipotezy jest taki sam, jak w każdej innej nauce: zasada całkowitej koherencji. To założenie dotyczy samej nauki, a nie tego, czym się ona zajmuje. Przekonanie o porządku istniejącym w przyrodzie jest ‚wnioskiem wyprowadzanym z inteli gibilności nauk przyrodniczych, i jeśliby nauki przyrodnicze kiedyś całkowicie wykazały ów porządek w przyrodzie, przypuszczalnie wyczerpałyby swój przedmiot. Krytyka literacka, jako nauka, jest w pełni inteligibilna; literatura jako przedmiot tej nauki, jest — jak wiemy — niewyczerpanym źródłem nowych odkryć krytycznoliterackich i byłaby nim nawet wówczas, gdyby przestano pisać nowe dzieła literackie. A jeśli tak — to poszukiwanie w literaturze jakiejś zasady ograniczającej celem powstrzymania dalszego rozwoju krytyki jest pomyłką. Twierdzenie, że krytyk powinien szukać w wierszu tylko tego, co — jak zasadnie możemy przypuszczać — poeta świadomie w nim zamieścił, jest zwykłą formą zjawiska, które możemy nazwać błędem pochopnej teleologii. Odpowiada ono twierdzeniu, że zjawisko natury jest takie, a nie inne, ponieważ Opatrzność w swej nieogarnionej mądrości takim je uczyniła.

Strony: 1 2 3 4

Tagi:  

Twoja odpowiedź

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>